Przewijanie motków

Niby wszyscy wiedzą jak zwijać włóczkę w motek. Z drugiej strony, rzadko kiedy trzeba to robić – kupuje się już gotowe, zwinięte motki. Jednak zdecydowana większość motków, które kupujemy w polskich pasmanteriach ma formę tradycyjną, gdzie nitkę pobiera się z brzegu.

 


A potem ten motek się kręci, skacze i wędruje po pokoju. I pół biedy jak dziergamy w domu! Ja często robótkę zabieram – do torebki, do samolotu, do samochodu, na plażę czy gdziekolwiek. Jednak zwinięcie motka prawdziwą różnicę robi, gdy używamy więcej niż jednego motka – do pasków, do fair isle, do intarsii, lub mając szczególnie farbowane motki, które dobrze rotować co kilka rzędów. Wtedy motki tańczące po pokoju mogą zrobić niezłą plątaninę i utrudnić życie.


Dlatego od pewnego czasu większość motków przewijam na tzw. cake (nie wiem czy ma on jakąś specjalną nazwę po polsku). Jest to motek zwinięty tak sprytnie, że nitkę pobieramy ze środka, dzięki czemu motek podczas robienia leży nieruchomo w tej pozycji i w tym miejscu, w którym go ułożyłyśmy. Wygodne! Zero bałaganu, zero walki. Idealne gdy robótkujemy poza domem – motek spokojnie spoczywa w torebce i nie wala się po brudnej podłodze, gdy spadnie po raz kolejny z naszych kolan. A przewiniecie? Nic trudnego!

Oczywiście są do tego maszynki – tzw. motowidła (marzy mi się trochę). Zamawiając włóczkę w sklepie internetowym możemy zapytać czy mają motowidło na stanie i czy przewiną nam motki. Z reguły prosi się o to w przypadku nie zwiniętych motków (czyli precli), ale nie sądzę, żeby miał być problem z przewinięciem też standardowego motka. To ten prostszy i szybszy sposób. Ale nie zawsze jest taka możliwość, nie zawsze o tym pamiętamy itp.
Na szczęście da się taki motek nawinąć też ręcznie. Dopóki nie używamy bardzo cienkiej włóczki i nie mamy do przewinięcia 1km (albo i więcej) włóczki na raz – nie zajmie to mnóstwa czasu.

Sposób jest taki:

1. Chwyć koniec włóczki i ułóż go wzdłuż kciuka, tak żeby końcówka wylądowała na środku dłoni.
2. Zacznij owijać włóczkę wokół kciuka – nie rób tego ściśle, żeby nie odciąć krążenia w palcu 😉
3. Gdy masz bazę zacznij owijać włóczkę skośnie – z lewej strony palca nad „bazą”, z prawej strony pod „bazą”
4. co Jakiś czas obracaj powstający motek na kciuki o 1/4, 1/3 wokół palca i nawijaj dalej tworząc równomierny motek.
5. Kontynuuj, aż skończy się włóczka. Kilka ostatnich okrążeń może zrobić poziomo wokół środka motka, a końcówkę zatknąć.

Końcówka, którą była ułożona wzdłuż kciuka na dłoni jest Twoją roboczą końcówką. Wyciąga się ona ze środka motka i pozwala swobodnie dziergać. Sam środek takiego motka jest z reguły ciaśniej nawinięty niż reszta, więc pierwszych kilka rzędów motek może się podnosić razem z roboczą nitką, ale dość szybko całość się rozluźnia i nie sprawia już żadnych problemów.

Znaliście ten sposób? Korzystacie? A może nie znaliście, ale zamierzacie wypróbować?

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+Email to someoneshare on Tumblr

Musztardowy Cardigan – czyli warkocze po raz pierwszy

Nie za wiele mam ostatnio czasu, żeby tu zaglądać. Niedługo postaram się skrobnąć notkę z małymi wyjaśnieniami. A dziś pochwalę się nowym udziergiem. Powstał trochę w międzyczasie, z długimi przerwami.

Warkocze wydziergałam jeszcze w styczniu. Był tu mój pierwszy projekt z większymi warkoczami. Nie wyszło idealnie równo, ale myślę, że niedziewiarskie oko nie zauważy. Nawet mnie w oko nie kole podczas noszenia, więc daję sobie 4+ (ten plus, bo to pierwsze warkocze;).


 

Luty okazał się łaskawszy i pozwolił wydziergać tył. I znów przymusowa przerwa. Projekt last minute na drugie urodzinki siostrzeńca pochłonął 3 motki wełny przygotowanej na ten cardigan – idealnie pasował mi kolorystycznie do 2 kolorowego sweterka dla maluszka (muszę go w końcu Wam pokazać).

 

Brakło na rękawy w cardiganie. Zamówiłam szybko, jednak chyba chorobowe zaćmienie, sprawiło, że włóczkę zamiast do siebie zamówiłam do… znajomych ze stolicy 😉 Niestety nie udało się odkręcić pomyłki na czas i wyjechałam z kraju zanim brakujące motki do mnie dotarły.


Całość poleżakowała sobie jakieś półtora miesiąca – aż do powrotu na święta. Wtedy też zgarnęłam brakujące motki i z wielką przyjemnością dokończyłam sweter. Rękawy oczywiście oczywiście przerabiałam ze 3 razy, bo mi się nie podobały, ponadto kolejne zaćmienie mózgu sprawiło, że na 2 rękawy zamówiłam tylko 2 motki wełny, choć pierwotnie przygotowane miałam 3. Trzeba było tak wycyrklować, żeby wełny wystarczyło, a rękawy miały odpowiednią długość i szerokość. Trzy przeróbki i trochę szczęścia sprawiły, że wyszło idealnie – rękawy noszą się super, a włóczki zostało mi zaledwie kilka metrów (ale nie zabrakło;)

 

Sweter w trakcie robienia

Łazienkowe selfie, bo mąż na pytanie czy zwężać rękaw powiedział „nie wiem, nie znam się”, więc musiałam się radzić na forum ;)

  Wszystkie te przerwy sprawiły, że sweter skończyłam idealnie na początek… lata! Tak lata, bo od tego roku mieszkam na słonecznej Malcie i to co tutaj jest wiosną, nam zdecydowanie bardziej przypomina lato. Na szczęście i tutaj pogoda bywa kapryśna i potrafi po 30st. upale powitać następnego dnia 20st. i zimnym, silnym wiatrem. Wtedy sweter jest jak znalazł 🙂 Zdjęcia były robione własnie w taki wietrzny dzień – co dobitnie pokazuje moja „fryzura” 😉

Na koniec trochę danych technicznych. Użyłam 10 motków 100% wełny Drops Karisma Superwash, co daje 498g gotowego swetra – zostało mi dosłownie kilka metrów włóczki. Wełna jest dość przyjemna, choć wrażliwe osoby może podgryzać, u mnie nie ma tego problemu, ale też nie noszę tego swetra na gołe ciało, więc ewentualne podgryzanie dotyczy tylko rąk czy karku. Jest ciepła, przyjemnie się dzierga i ma ładną definicje oczek, ale w praniu rozciąga się dość mocno. Nie wraca do pierwotnych rozmiarów (upranie i porządne blokowanie próbki przed dzierganiem jest konieczne w tym przypadku!). Mam też wrażenie, że cała duża dzianina rozciąga się trochę mocniej niż próbka (albo za słabo ją zblokowałam/zmierzyłam), więc po praniu wrzuciłam sweter na 20 minut na niską temperaturę do suszarki – przywraca to wymiary sprzed prania, ale też sprzyja mechaceniu. Kolor intensywnej musztardy może zaskoczyć po zobaczeniu motka, bo bije po oczach wręcz pomarańczem, ale po założeniu przy mojej typowo ciepłej karnacji jakoś tak łagodnieje i nie wydaje się już taki krzykliwy (tak przynajmniej mi się wydaje;)

Wzór to Stranger Cardigan ze zbiorów Brooklyn Tweed. Ciekawy w konstrukcji, dobrze rozpisany, łatwy i dość szybki (o ile nie ma się przestojów;) w dzierganiu. Już się zapowiada na powtórkę, bo spodobał się siostrze 🙂 Sam cardigan jest bardzo uniwersalny – można go zakładać na 2 sposoby, a spinając go paskiem czy szpilką lub zostawiając luzem otrzymamy tych kombinacji jeszcze więcej. Generalnie jest super i właściwie od razu awansował na mój ulubiony, choć wcale mu tego nie wróżyłam! 🙂 We wzorze dokonałam niewielkich zmian (jest dłuższy niż oryginał, ale to wynika bardziej z mojego wzrostu i zwęziłam i skróciłam rękawy, bo nie lubię obszernych) – szczegóły można znaleźć na stronie projektu w Ravelry.

  To jak Wam się podoba? Która wersja bardziej Wam przypadła do gustu warkocze u góry czy u dołu? Na koniec łapcie jeszcze zdjęcie użytkowe zrobione innego dnia w nieco innej scenerii 😉  


Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+Email to someoneshare on Tumblr

Wełniany płaszcz – vol. 2

Pamiętacie wpis o wełnianym płaszczu? Ci, którzy śledzą mój profil na Instagramie wiedzą, że niestety płaszcz spotkał przykry los – po wszyciu podszewki chciałam go szybko odświeżyć (moja krawcowa ma 2 duże psy, a ja jestem uczulona i wole zachować środki ostrożności), więc wrzuciłam go na samo płukanie do pralki – tyle tylko, aby pozbyć się alergenów. Niby wiedziałam, że należy go prać ręcznie, ale płukanie to nie pranie przecież… No nie do końca. Po 15 minutach świeżutko skończony płaszcz nadawał się już co najwyżej dla 10latki…

Ciężka to była lekcja, a wściekła na samą siebie byłam przez co najmniej tydzień. Jedno co mnie pocieszało, to to, że wbrew pozorom ten płaszcz był bardzo szybką robotą – niespełna 2 tygodnie. Przełknęłam więc łzy, poczekałam kilka dni, aż zaczęła się alpakowa promocja Dropsa i złożyłam zamówienie na nową wełnę – tym razem padło na włóczkę Cloud. Jest to bardzo ciekawa włóczka, która ma w składzie 72% Alpaki, 21% Poliamidu i 7% Wełny Merynosa. To co nietypowe, to to, że włóczka nie jest przędziona, ani skręcona, tylko „dmuchana”. Z poliamidu wykonana jest siateczka, w którą wdmuchiwane są włókna alpaki i merynosa. Dzięki takiej metodzie produkcji gotowe wyroby są o ok. 30% lżejsze niż te z tradycyjnie przędzionych włóczek – i faktycznie na płaszcz zużyłam 19 motków Eskimo na pierwsza wersję i 13 motków Clouda na drugą wersję – jedna i druga włóczka ma 50g w jednym motku. To co mnie zdziwiło i ucieszyło jednocześnie to Cloud mimo specyficznej struktury dawał się łączyć za pomocą spit splice, czy inaczej felting join. Jest to mój zdecydowanie ulubiony sposób dołączania nowego motka, gdyż nie zostawia, żadnych końców do schowania i jest praktycznie niewidoczny w gotowej robótce (stopień widoczności zależy od wełny). Działa jednak tylko na włóknach zwierzęcych i to raczej tych nie przeznaczonych do prania w pralce (choć ja używam go tez przy wełnie superwash – po prostu potrzeba trochę bardziej się postarać).

Efekt jaki daje Cloud jest inny niż ten z Eskimo. Oczka są równie pięknie zdefiniowane, ale włóczka ma delikatny włosek. Jest też dużo bardziej miękka, co w rezultacie dało bardziej „luksusowy” efekt. Wydaje mi się również, że alpaka jest nieco cieplejsza niż zwykła wełna, choć pewności nie mam. Mimo mniejszej wagi płaszcza (czyli mniejszej ilości wełny w wełnie;) chodziłam w nim przy ok. -5st. C i było mi ciepło (jednak zaznaczę, że pod spodem miałam mój zielony sweter z merynosa). Jedyny warunek to brak przenikliwego wiatru, gdyż mimo podszewki płaszcz nie chroni przed wiatrem. Podczas robienia zdjęć temperatura była lekko na minusie i poza faktem, ze śnieg mi się nasypał do butów (bo to przecież genialny pomysł założyć botki i wleźć w śnieg…), było mi bardzo ciepło 🙂

Płaszcz po raz drugi dziergał się w sumie tak samo jak po raz pierwszy, tzn. łatwo i szybko 🙂 Jedyny bardziej skomplikowany moment to ten, kiedy wrabia się kieszenie, bo pracuje się wtedy na 3 motkach wełny i 2 parach drutów na żyłce i należy tego wszystkiego nie poplątać, ale to bardziej kwestia uwagi niż specjalnych umiejętności. Poza tym jest to projekt idealny do dziergania przed telewizorem 🙂 Dla zainteresowanych przypomnę, że wzór to Polar Coat, który można znaleźć na Ravelry.

 

 

Płaszcz nosi się bardzo dobrze, a ja czuję się w nim doskonale. Świadomość, że jest to moje dzieło od razu daje +5 do samopoczucia 😉 I nie przeszkadza mi nawet, że się nieco rozciągnął na długość, co sprawia, że nie tylko jest dłuższy niż planowałam (a przy moim mikroskopijnym wzroście to ma znaczenie), ale przede wszystkim kieszenie lądują za nisko. I tak go uwielbiam i nosze z dumą 🙂 A tegoroczna lekka zima pozwala mi nosić go niemal codziennie 🙂

Zdjęcia robione były w styczniu, gdy akurat było trochę mrozów i śniegu 🙂

A Wam jak się podoba?

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+Email to someoneshare on Tumblr

Przełomowy rok 2015 – podsumowanie

Ja jak zwykle spóźniona ze wszystkim, ale mimo że to luty postanowiłam jednak podsumować miniony 2015 rok 😉 Podsumować oczywiście dzierganiowo 🙂 Wybaczcie słabą jakość większości zdjęć – najczęściej nie były one robione na bloga, a teraz już nie mam możliwości wykonania nowych.

1. STYCZEŃ

Początek roku, ale także mojej pasji. Po nieśmiało wyszydełkowanej gwiazdce choinkowej w grudniu nabrałam ochoty, żeby zrobić coś jeszcze. Nie miałam specjalnego pomysłu, więc zaczęłam szukać inspiracji. No i trafiłam na amigurumi- szydełkowe zabawki 🙂 Zbliżały się pierwsze urodziny naszego siostrzeńca, więc postanowiłam spróbować. I tak powstał on. 😉

Na szczęście przed końcem stycznia powstał też króliczek wersja 2.0 – finałowa. „Król” został sprezentowany i ciepło przyjęty zwłaszcza przez dorosłych ;), ale potem także i przez malucha, który został obdarowany. Obecnie wciąż jest w użyciu, chodzi na spacery i śpi z Młodym (tylko uszy mu trochę oklapły, bo niepotrzebnie je wypchałam 😉

2. LUTY

Młody ma starszego brata. Chciałam i jemu podarować zabawkę od serca. A że nie wypada, żeby większy brat miał mniejsza zabawkę to i jego małpa powstała duża. Nawet bardzo duża jak na amigurumi 🙂 Małpa wciąż ma wszystkie kończyny na miejscu, a Starszy bardzo się ucieszył 🙂

3. MARZEC

Zabawek ciąg dalszy 🙂 Powstał miś z serduszkowymi stopami w prezencie dla babci (w jej ulubionych kolorach;) – była zachwycona. Udało się też zrobić niebieskiego słonia, który jakiś czas później trafił w prezencie dla noworodka naszych znajomych. Zdjęcia poprześwietlane, ale tylko takie mam, a zabawek na stanie nie mam, żeby popstrykać nowe 🙁

4. KWIECIEŃ

Trochę skromniej, bo powstał tylko jednorożec. Za to jest to jedyna zabawka (oprócz pierwszego „króliczka”), która z nami została i której nie oddam 😉

zdjęcie (1)

Jeszcze bez oczu ;)

5. MAJ

W maju przyszedł czas na kosz na pranie (który obecnie leży w połowie spruty, bo chciałam go poprawić, ale jakoś nie starczyło mi zapału, a ja pluję sobie w brodę, bo przecież był fajny). To był też moment, gdy nieco znudziło mi się szydełko, a raczej zapragnęłam robić ubrania, a te jednak dużo bardziej podobają mi się zrobione na drutach niż szydełkiem. Zamówiłam więc pierwszy zestaw drutów i wzięłam się za szalik – wciąż leży niedokończony, bo przestał mi się podobać w trakcie robienia 😉 Zrobiłam za to czapkę i zaczęłam komin, który dokończyłam w zeszłym tygodniu i sprezentowałam siostrze 🙂

 

6. CZERWIEC

Wszystko albo nic 😉 A raczej straciłam cierpliwość do nauki i wzięłam się za coś co tak naprawdę chciałam zrobić – tzn. sweter. Pierwszy sweter powstał z darmowego wzoru właśnie na pierwszy sweter 😉 Ale trochę sobie utrudniłam i dodałam do niego talię i zwężone rękawy, bo wiedziałam, że bezkształtnego swetra nosić nie będę. Pod koniec, żeby nie było nudno dorzuciłam jeszcze dół w innym kolorze włóczki. A co! Sweter może nie jest idealny, ale jak na pierwszy jest bardzo udany! Lekko gryząca włóczka  sprawia, że nie noszę go bardzo często, ale dzielnie towarzyszył mi podczas pieszych wędrówek podczas naszego miesiąca miodowego w  Nowej Zelandii 🙂 Sprawdził się doskonale! W połowie miesiąca odłożyłam na chwilę sweter, by w ramach prezentu urodzinowego zrobić mamie kucyka 🙂 W czerwcu powstał też Minionek z okazji premiery kolejnej części tej kreskówki. On również trafił do siostrzeńców – oboje się nim bawili podczas odwiedzin u nas, więc nie mogłam go im nie sprezentować 😉

7. LIPIEC

Idąc za ciosem od razu zabrałam się za drugi sweter. Tym razem już płatny wzór na piękny sweter z ażurowymi wstawkami. W połowie okazało się, że zrobiłam go na zbyt małych drutach i musiałam spruć i zacząć od nowa. Na szczęście grubsza włóczki i zaskakująco prosty wzór (mimo efektownego wyglądu) pozwoliły mi dość szybko skończyć mimo tego potknięcia. Ten sweter jest w codziennym użyciu – muszę sobie tylko sprawić pasująca do niego spódnicę, bo ostatnio rzadko noszę spodnie. Pod koniec miesiąca zaczęłam też sweter dla Niego – po dwóch ubraniach dla siebie nadszedł czas, żeby zrobić coś dla bliskich 🙂

8. SIERPIEŃ

Jakby to powiedzieć… Zanim dokończyłam jego sweter znalazłam tą sukienkę wraz ze ściegiem i nie mogłam się oprzeć, a i pora roku wskazywała na to, ze to sensowniejsza robótka niż zimowy sweter 😉 Ponieważ brakowało mi schematu krok po kroku jak do tej pory, a także doświadczenia walka z sukienką była długa, ciężka, ale zwycięska! Pod koniec miesiąca na poprawinach u przyjaciół założyłam już własnoręcznie wykonaną sukienkę – dumna byłam!

9. WRZESIEŃ

Zaczęłam od sprucia połowy sukienki… taaak. Uznałam, ze jest za długa i nie będę jej nosić, a nie po to spędziłam miesiąc z szydełkiem w ręku wciąż prując i poprawiając, żeby powiesić sukienkę w szafie. Tym razem było łatwiej, bo wiedziałam już jak zrobić dekolt, więc w tydzień uporałam się z ostatnimi już poprawkami i sukienka od tej pory jest w użyciu – nadaje się zarówno na zimę jak i lato (yupi!!!) 😉 Udało mi się też dokończyć Jego sweter – za to na sesję zdjęciową w nim nie namówiłam go do tej pory, więc na blogu nie było. On nosi sweter z przyjemnością i dumny jak paw chwali się się znajomym, że żona mu takie cudo zrobiła (ja tam nie wiem czy to takie cudo, ale miło mi:). Z resztek włóczki powstała dla niego czapka o jego ulubionym smerfnym kroju oraz czapka i komin dla mnie. Muszę przyznać, że merynos jednak grzeje zimą trochę lepiej niż sieciówkowe akrylowe akcesoria 😉

10. PAŹDZIERNIK

Tu niestety największy niewypał tego roku. W błyskawicznym tempie (niecałe 2 tygodnie!) zrobiłam piękny wełniany płaszcz. Szczęśliwa i już myśląca o tym ciepełku na nadchodzące chłody zaniosłam go do krawcowej do wszycia podszewki, bo trochę obłaził, ponadto chciałam nadać mu bardziej „luksusowego” wyglądu. Po odebraniu bardzo zadowolona z efektu wrzuciłam go do płukania do pralki (krawcowa ma psy, na które ja jestem uczulona) zapominając, że wełna z której jest zrobiony filcuje się ekstremalnie łatwo. No i stało się. Cykl płukania i wirowania na niewysokich obrotach sprawił, że wyjęłam płaszcz o kilka rozmiarów mniejszy. Płakać mi się chciało przez kolejny tydzień, a płaszcz z którym nie wiem co zrobić leży w głębi szafy… Taka strata!
Na pocieszenie wzięłam się za chustę na prezent gwiazdkowy dla babci.

11. LISTOPAD

Listopad spędzaliśmy w podróży poślubnej (długo odkładanej i planowanej) w wymarzonej Nowej Zelandii. Wiedząc, że będziemy dużo jeździć autem (i dłuuuuugo lecieć samolotem) potrzebowałam projektu, który mogę robić z zamkniętymi oczami (a tak naprawdę to wlepionymi w to co za oknem, a nie robótkę;), nie wymaga specjalnego skupienia, a także jest czasochłonny, abym nie musiała zabierać zapasowych przyborów i włoczki na 2 projekty – w końcu obowiązywały nas limity bagażowe! Na szczęście już od dłuższego czasu miałam przygotowany wzór i włóczkę na prostą sukienkę. Wzór wymagał głównie zwykłych prawych oczek, więc minimum skupienia, a długość i przerabianie cienkiej włóczki na cienkich drutach wymagało dużo czasu. Nasze 48h w samolotach i 7500 km samochodem nie wystarczyło na dokończenie sukienki. Wróciłam mając zrobione jakieś 80%. Sukienka nie doczekała się zdjęć na mnie, więc dodaję zdjęcia oryginału 🙂

12. GRUDZIEŃ

Grudzień minął jakby go nie było. W domu byliśmy dopiero w drugim tygodniu grudnia, potem wyjazd integracyjny, święta i po grudniu. Podczas wygrzebywania się z pourlopowych zaległości i szykowania do świąt udało mi się dokończyć prezentowy szal dla babci (bardzo jej się podobał:) i sukienkę. Na dobra sukienkę wykończyłam 1 stycznia, ale to prawie to samo 😉

No i to tyle. Myślę, że  pierwszy rok dziewiarstwa mogę zaliczyć do udanych. Nauczyłam się mnóstwa technik, oczek i ściegów. Zrobiłam swoje pierwsze zabawki, akcesoria i ubrania – w sumie 22 skończone projekty. Obdarowałam własnoręcznie zrobionymi rzeczami siebie i bliskich. Udało mi się przez cały rok utrzymać entuzjazm dla prac dziewiarskich i co miesiąc powiększać swój dorobek o dodatkowe prace. No i coś co mnie chyba cieszy najbardziej – rzeczy, które zrobiłam naprawdę są w użytku! Czy to moje własne ubrania, które noszę z ogromną przyjemnością (nawet jak nie są idealne), czy widok jego z uśmiechem w „moim” swetrze, babcia otulona wełnianym szalem czy Młody tulący się do „Króla” lub zdjęcie przesłane ze spaceru, gdzie królik musiał mu towarzyszyć w wózku.

Plany na 2016? Nie mam w zwyczaju robić noworocznych postanowień czy planować nadchodzącego roku. Biorę to co mi przynosi. Tym razem jednak chciałabym, żeby ten rok obfitował w więcej ubrań dla bliskich zamiast dla mnie (choć mam już w planach kilka kolejnych wymarzonych ubrań), nie chciałabym zupełnie zrezygnować z prac szydełkowych, mimo, że wolę pracować na drutach no i… chciałabym mieć pierwsze udane projekty uszyte! Na gwiazdkę od Niego dostałam nie tylko wymarzony zestaw drutów (jeszcze się nimi pochwalę na blogu), ale także maszynę do szycia 🙂 Czeka mnie więc znów sporo nauki, porażek, pierwszych prób i mam nadzieję, że co najmniej kilka sukcesów!

 

A jak wyglądał Wasz 2015?

 

 

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+Email to someoneshare on Tumblr

Lista ozdób świątecznych z wykorzystaniem włóczki :)

Święta (nie tylko Bożego Narodzenia) to taki szczególny czas dla rękodzielników, ponieważ… mogą się wyżyć do woli 😉 Wszelkie ozdóbki, prezenty, każdy nowy projekt ma swoje uzasadnienie – bo przecież święta idą 😉 Czas na dzierganie prezentów w tym roku przespałam (tak naprawdę to go przechodziłam na licznych pieszych wycieczkach podczas miesiąca miodowego;), ale z ozdobami świątecznymi jeszcze zdążę. A to oznacza, że zdążycie także i Wy 🙂 Podrzucam więc garść inspiracji na urocze ręcznie robione świąteczne dekoracje z wykorzystaniem włóczki 🙂

1. Bombki!!!

Nie wiem jak Wy, ale ja uważam, że szydełkowe/dziergane bombki są PRZEUROCZE 😉 I mają same zalety

– robi się je szybko,

– można zużyć krótkie kawałki zalegających resztek włóczek,

– sprawią, że Wasza choinka będzie niepowtarzalna,

– są bezpieczne dla dzieci i kotów 😉

– są śliczne 🙂

2. Jak bombki to i łańcuchy choinkowe 🙂

3. Ozdoby na świąteczny stół.

Rodzina na pewno doceni, gdy stół podczas wigilijnej kolacji zdobić będą takie urocze ręcznie wydziergane cudeńka, zamiast plastikowych ozdób made in china.

Miniaturowe choinki, mini mikołajkowie (lub im podobne postaci;), misiek w świątecznym ubraniu zauroczą wszystkich, ale wyszydełkowana piernikowa chatka zwali ich z nóg 😉 A ty będziesz mieć chatkę gotową już na wiele lat 😉 A słoikowy bałwan nie wymaga nawet umiejętności szydełkowania czy robienia na drutach.

4. Ozdoby do mieszkania.

Właściwie wszystko powyżej nadaje się też, żeby po prostu ozdobić mieszkanie, ale znalazłam jeszcze kilka projektów, które może na choinkę czy stół niekoniecznie się nadadzą, ale doskonale udekorują wnętrze nadając mu świąteczny klimat 🙂

Wybraliście coś dla siebie? Moje serce skradły szyszki, żołędzie, kokardkowy łańcuch i ażurowe cotton balls (a tak naprawdę to wszystkie propozycje;).

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+Email to someoneshare on Tumblr

Sukienka na szydełku

No to w końcu pochwalę się ostatecznym rezultatem. Jest to mój pierwszy projekt bez instrukcji krok po kroku, gdzie z samego ściegu i zdjęcia poglądowego SAMA stworzyłam formę i nadałam kształt dzianinie. Było ciężko, potrzebowałam mnóstwo czasu, samozaparcia i cierpliwości, ale muszę przyznać, że efekt mnie satysfakcjonuje 🙂 Było warto, nie tylko dla sukienki, która powstała, ale również dla doświadczenia i tej satysfakcji, że zrobiłam to sama!

Sukienka zrobiona na szydełku ze 100% bawełny merceryzowanej Lang Golf w beżowym odcieniu. Za podszewki służą 2 sukienki: jedna z bawełnianej dzianiny z kolorze ecru, a druga z pięknego lnu w ciepłym beżu z błyszcząca nitką. Szczerze mówiąc bardziej mi się podoba lniana podszewka i póki co to właśnie z niej korzystałam, ale bawełnę dla odmiany też będę nosić.


Ponieważ o sukience były już 2 wpisy (1 i 2), dziś zostawię Was głównie ze zdjęciami 🙂

Musicie wybaczyć moje miny/pozy i otoczenie – nie mam doświadczenia w fotografowaniem stylizacji 😉

I porównanie z sukienką, która się inspirowałam – jak wyszło?

 

I na sam koniec mały bonus – zdjęcie z telefonu, ale chciałam tylko pokazać, że sukienka naprawdę jest w użytku 🙂

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+Email to someoneshare on Tumblr

Wełniany płaszcz

Gdzieś tam w międzyczasie, trochę przypadkiem zrobiłam płaszcz 😉 Znaczy w planach to on był, włóczka i wzór kupione czekały od czerwca na swoją kolej. Miał być robiony dopiero jesienią, żeby był gotowy na pierwsze przymrozki. Liczyłam się z dobrym miesiącem (albo i więcej) dziergania – w końcu duże to i długie.
Gdy zabrakło włóczki na kaptur do Jego swetra, czekając na przesyłkę narzuciłam na druty płaszcz. Próbki zapobiegliwie zrobiłam widząc, że włóczki zabraknie, więc wiedziałam już jakich drutów powinnam użyć, zwłaszcza, że używałam kompletnie innej włóczki niż zalecana, a i wielkość drutów zalecanych przez producenta była kompletnie inna od tych zalecanych w płaszczu…
Gdy już wszystko wiedziałam, wybrałam rozmiar i narzuciłam oczka na druty, oglądając sobie coś w tv (męża w domu nie było, więc nie miał mi kto przeszkadzać), zanim się zorientowałam miałam cały raglan zrobiony i musiałam już rozdzielać oczka na rękawy i tułów. To było błyskawiczne 🙂




Dalej szło równie szybko, aż do kieszeni. Schemat mówi, aby kieszenie robić jednocześnie z płaszczem, czyli zero zszywania potem (yupi!), ale nie ma tak kolorowo. Żeby zrobić jednocześnie kieszenie i długość płaszcza potrzebowałam dołączyć drugie długie druty na żyłce (czyli miałam jedne długości 120cm i drugie długości 80cm) oraz 2 kolejne motki. Dość duża i ciężka robótka, 2 pary długich żyłkowych drutów i 3 motki na raz, które trzeba odpowiednio skręcać za każdym razem i jednocześnie nie poplątać – było na co uważać 😉 Był to zdecydowanie najwolniejszy fragment robótki, bo trzeba było być bardzo uporządkowanym, zmienić co chwilę druty i motek, sprawdzać czy na pewno dobrej nitki używam do danego fragmentu no i oczywiście miałam kilkadziesiąt oczek więcej do przerobienia w każdym rzędzie. Na szczęście obyło się bezproblemowo i prawie bez prucia, a tak wrobione kieszenie wyglądają bardzo dobrze!

 

Po kieszeniach końcówka poszła już bardzo szybko, zwłaszcza, że płaszcz robiłam krótszy niż we wzorze – po prostu z moim niezbyt imponującym wzrostem długość do połowy łydki to wizualne samobójstwo 😉 Zdecydowanie musiałam zostać powyżej kolana. Płaszcz z tyłu jest nieco dłuższy niż z przodu, więc musiałam też uważać, żeby tył nie zszedł niżej niż zgięcie kolana, aby nie wyglądał ciężko. Płaszcz w całości zdjęłam z drutów w niecałe 2 tygodnie po rozpoczęciu – no ekspres mówię Wam 😉



Pierwszy raz miałam okazję korzystać z tzw. short rows, czyli krótkich rzędów. Robiąc je nie przerabiasz rzędów do końca, tylko odpowiednio przekładając włóczkę zawracasz wcześniej, by w kolejnych rzędach zebrać te zawinięcia i wrócić do pełnych rzędów. W ten sposób dzianina powiększa się tylko na środku i pięknie kształtuje np tył karczku, lub właśnie dłuższy tył. Technika ta jest wykorzystywana także przy robieniu pięt w skarpetkach – zdecydowanie się z nią polubiłam. Jest prosta, a daje rewelacyjne możliwości kształtowania dzianiny.

Użyta włóczka to Drops Eskimo – 100% wełny z pojedynczą nitką w bardzo grubym i puchatym wydaniu – w jednym motku jest zaledwie 55m, więc zużyłam ich aż 19 (z czego 1 na próbki) na rozmiar XS i płaszcz krótszy niż w oryginale. Na szczęście te motki nie należą do specjalnie drogich, więc cena płaszcza wciąż pozostaje na poziomie sklepowym (i to wliczając koszt kupna i wszycia podszewki) ale za płaszcz z poliestru – nie wełny 😉 Ta wełna jest bardzo luźno spleciona, co z jednej strony daje jej ogromną puchatość, ale z drugiej sprawia, że straszliwie obłazi. Podczas robienia cała byłam w włókienkach sypiących się z wełny. Ten fakt ma 2 konsekwencje. Po pierwsze przesądził o wszyciu w płaszcz podszewki, nad którą wahałam się wcześniej. Podszewka ma sprawić, że ubrania pod spodem nie będą całe we włosiu, a także ma zapewnić gładki poślizg przy ubieraniu. Myślę też, że doda dużo uroku do tego płaszcza i nada mu profesjonalny wygląd 🙂 Po drugie próbowałam za różnymi radami znalezionymi w Internecie zminimalizować efekt wychodzenia włosia i wrzuciłam go na chwilę (wbrew zaleceniom) na najniższy nadmuch suszarki. No cóż… Płaszczyk się troszkę sfilcował i skurczył, ale obłazi wciąż 😉 Na szczęście skurczył się tylko troszkę, bardziej na długość, niż szerokość i wciąż na mnie pasuje – tylko rękawy nie są aż tak długie jak lubię 😉 Nie wiem czemu nie pomyślałam, żeby najpierw poeksperymentować z próbką, ale cóż… Na błędach człowiek się uczy. Wy możecie się uczyć na cudzych (czyt. moich;)

Płaszcz obecnie u krawcowej czeka na swoją podszewkę, a ja pokaże Wam go na płasko. Skończony zaprezentuję w osobnym poście 🙂

Jak się Wam podoba?

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+Email to someoneshare on Tumblr

Próbka na drutach / szydełku – czy naprawdę trzeba ją robić?

 

Próbki na drutach i szydełku

To może zacznę od odpowiedzi na tytuł posta – tak, trzeba.;) A poniżej wyjaśniam co, po co i dlaczego.

1. Co to jest próbka?

Próbka to mały kawałek dzianiny zrobiony z włóczki drutami lub szydełkiem, którymi chcemy wykonać daną rzecz/które zalecane są w schemacie z wykorzystaniem ściegu, którego będziemy używać.

Na przykładzie wygląda to tak:

Mam bardzo miłą w dotyku włóczkę Drops Big Merino i chcę zrobić z niej ten sweter. W schemacie na niego powiedziane jest, że powinniśmy użyć drutów 6mm i osiągnąć na nich dane wymiary. Włóczka zalecana w schemacie jest inna od mojej (jednak nawet korzystając z zalecanej włoczki należy zrobić próbkę, gdyż możemy dziergać luźniej lub ściślej niż projektant wzoru!), ale o zbliżonej grubości. Większość swetra wykonywana jest w ściegu dżersejowym wykonywanym po okręgu (czyli robimy tylko oczka prawe). Wykonuję więc próbkę z wełny Drops Big Merino, na drutach 6mm, w ściegu dżersejowym po (udawanym) okręgu.

2. Kiedy należy ją wykonać?

Za każdym razem gdy robimy rzecz, która ma osiągnąć konkretne wymiary – najczęściej są to ubrania. Dla swetra ma znaczenie czy 124 oczka dadzą nam 92 czy 98cm obwodu. w końcu chcemy, aby rzecz w wykonanie, której włożyliśmy tyle pracy po skończeniu pasowała na nas lub osobę, dla której robimy ubranie, a nie osobę o 2 rozmiary mniejszą/większą.

Próbka nie jest konieczna w przypadku wykonywania maskotek, koców, puf, itp, chyba, że z jakiś powodów chcemy aby miały one konkretne wymiary – wtedy powinniśmy wykonać próbkę.


3. Jak prawidłowo zrobić próbkę.

Dla ułatwienia załóżmy, że robimy sweter, ale te same zasady dotyczą każdej innej rzeczy, dla której wykonujemy próbkę.

  1. Zaczynamy od zapoznania się schematem i zalecanymi drutami i włóczką i podstawowym ściegiem, bądź określeniem pożądanego wyglądu swetra i ściegu, jakim go osiągniemy, jeśli robimy go bez konkretnego schematu.
  2. Wybieramy włóczkę, z której wykonamy sweter.
  3. Dobieramy druty według zaleceń ze schematu. Jeśli nie mamy konkretnego schematu wybieramy druty zgodnie z zaleceniami producenta włóczki.
  4. Na druty nabieramy co najmniej o połowę więcej oczek niż potrzebujemy do pomiaru  – jeśli w schemacie/ zaleceniach producenta podane jest 16 oczek x 20 rzędów = 10 x 10cm, to nabieramy co najmniej 24 oczka, a najlepiej ok. 30.
  5. Wykonujemy połowę więcej rzędów, niż potrzebujemy. W powyższym przykładzie byłoby to co najmniej 30 rzędów, ale dobrze jest zrobić ok. 36 rzędów. Używamy oczywiście ściegu, którym wykonamy sweter. W przypadku gotowych schematów z reguły jest napisane jakim ściegiem należy wykonać próbkę. Jeśli informacja nie jest podana – jest to ścieg dżersejowy.
  6. Brzegi, czyli ok. 3-4 pierwszych i ostatnich rzędów i 3-4 oczek brzegowych przez całą robótkę warto wykonać ściegiem francuskim, dzięki czemu próbka nie będzie się zwijać do środka, co jest szczególnie zauważalne w próbkach wykonywanych ściegiem dżersejowym (czyli najczęściej wykonywanych). Jeżeli zastosujemy to rozwiązanie pamiętajmy o dodatkowych oczkach i rzędach, aby wciąż było nam wygodnie zmierzyć właściwy ścieg.
  7. Po wykonaniu całości zamykamy oczka i zdejmujemy robótkę z drutów. Mierzenie robótki na drutach jest niemiarodajne.
  8. Próbkę pierzemy w taki sposób, w jaki zamierzamy prać skończone ubranie (najlepiej według zaleceń producenta) i rozwieszamy do wyschnięcia.
  9. Już suchą próbkę warto powiesić obciążając na dole np. drutami. Jest to ważne zwłaszcza w przypadku robienia większych/ciężkich rzeczy. Dzianina ma to do siebie, że jest rozciągliwa i skończony sweter czy płaszcz prawdopodobnie się trochę rozciągnie pod własnym ciężarem. Obciążenie drutami da nam pogląd na rozciągliwość danej dzianiny, a pomiary próbki będą bardziej wiarygodne.

4. Jak mierzyć próbkę.

Za pomocą miarki lub linijki w kilku miejscach zmierz 10cm na szerokość i długość i określ ile oczek i rzędów tworzy kwadrat 10 x 10cm.

Jeśli osiągnięty wynik zgadza się z tym podanym w schemacie – świetnie. Możesz robić sweter. Jeśli robisz go bez schematu, przystąp teraz do obliczeń ile oczek potrzebujesz, aby osiągnąć potrzebne wymiary. Jeśli jednak Twoje wyniki różnią się od tych ze schematu przejdź do kolejnego kroku.

Te same zasady dotyczą szydełka, przy czym w jego przypadku najczęściej zamiast próbki 10x10cm zrobimy kilka powtórzeń schematu i jako jednostkę obliczeniową przyjmiemy jedno powtórzenie. Jeżeli robótka na szydełku wyjdzie nam za mała – 1 powtórzenie, będzie miało mniejszą szerokość lub długość od założeń musimy wziąć większe szydełko i na odwrót.

5. Jak poprawić próbkę, której wymiary nie spełniają założeń schematu.

Niestety odpowiedzią na to pytanie, jest to czego się obawialiście – trzeba zrobić nową próbkę.

  1. Jeśli wychodzi Ci więcej oczek/rzędów na 10cm niż w schemacie, czyli zamiast np. 16 oczek x 20 rzędów wyszło Ci 18 oczek x 23 rzędy tzn., że dziergasz ściślej niż projektant i powinieneś użyć większych drutów (w moim przykładzie będą to druty 6,5mm). Weź wtedy o rozmiar większe druty i wykonaj ponownie krok 3 i 4.
  2. Jeśli wychodzi Ci mniej oczek/rzędów na 10cm niż w schemacie, czyli zamiast np. 16 oczek x 20 rzędów wyszło Ci 15 oczek x 18 rzędów, tzn. że dziergasz luźniej niż projektant. Kolejną próbkę zrób na mniejszych drutach (w moim przykładzie będą to druty 5,5mm).  Na mniejszych o rozmiar drutach wykonaj ponownie kroki 3 i 4.
  3. Liczba oczek na 10cm się zgadza, liczba rzędów nie lub odwrotnie – to rzędy się zgadzają, a oczka nie. Wykonaj jeszcze jedną próbkę na drutach o rozmiar mniejszych/większych (wg schematu powyżej) i ponownie dokonaj pomiarów. Jeśli wynik nie ulegnie poprawie wybierz te druty, na których zgadza się liczba oczek. Długość jest znacznie łatwiej regulować w trakcie robienia (często podane jest, aby robić danych ściegiem, aż sweter będzie miał daną długość, zamiast konkretnej liczby rzędów).

Powtarzaj krok 5, aż osiągniesz satysfakcjonujące wymiary. Czasem trzeba wykonać 3-4 próbki, więc warto kupić dodatkowy motek na ten cel. Warto też wykonać próbkę z wyprzedzeniem , gdyż potrafi to zająć kilka dni. Ja z reguły wykonuję próbkę na nowy projekt, zanim zabiorę się za rękawy w poprzednim projekcie (bo rękawy najczęściej robię jako ostatnie). Dzięki temu mam czas na odpowiednie potraktowanie próbki i wykonanie ich kilku, jeśli będzie taka potrzeba (z reguły jest;), a nie odciąga mnie to specjalnie od właśnie kończonej robótki, bo zabiera jakieś 10 – 40 minut dziennie.

Próbki na drutach i na szydełku

Zielone próbki wykonałam 3, zanim ustaliłam prawidłowe druty. Szare próbki tez były 3, ale jedna sprułam, bo musiałabym wykorzystać 2 motek. Przy czerwonej próbce trafiłam za pierwszym razem (yey!). Próbka szydełkowa posłużyła do projektowania sukienki, więc wystarczyła jedna.

6. Czy próbka jest naprawdę konieczna?

Uważam, że tak. Oto powody:

  1. Uzyskamy kontrolę nad rozmiarem robótki i nie skończymy ze swetrem za małym lub za dużym, a przynajmniej znacznie zmniejszymy takie prawdopodobieństwo.
  2. Sprawdzimy jak prezentuje się dana włóczka przy danym ściegu i drutach. Czasem może się okazać, że efekt wcale nie spełnia naszych oczekiwań i powinniśmy wybrać inną włóczkę na dany projekt lub inny projekt dla danej włóczki. Robiąc próbkę zaoszczędzimy sobie mnóstwo niesatysfakcjonującej pracy.
  3. Sprawdzimy jak włóczka i dzianina znoszą pranie.  Z jednej strony można sprawdzić czy włóczka jest dobrej jakości i nie zacznie się, np. mechacić po pierwszym praniu. Sprawdzimy także jej kurczliwość. Wyobraź sobie własną frustrację, gdy spędziłaś miesiąc na tym cudownym, wymarzonym swetrem. Po zdjęciu z drutów jest on idealny. Ale wysoka kurczliwość wełny sprawia, że po pierwszym praniu pasowałby już co najwyżej na Twoją młodszą siostrę (o ile ją masz;). No właśnie.
  4. Sprawdzimy czy możemy sobie pozwolić na więcej niż zaleca producent. Nie znosisz prać ręcznie, a producent zaleca tylko takie pranie na metce? A może (tak jak ja) uwielbiasz suszarkę bębnową i gardzisz suszarką tradycyjną? Po dokonaniu wszystkich pomiarów i  wybraniu odpowiednich drutów możesz dla próbki być bezlitosna i przetestować wszystko to, czego producent zabrania – pranie w pralce, suszenie bębnowe, wirowanie, temperatura wyższa niż zalecana. Zalecenia producentów często są zbyt rygorystyczne – tak dla zasady. Traktując w ten sposób próbkę sprawdzisz prawdziwą odporność danej włóczki, dzięki czemu może się okaże, że nowy sweter będziesz mogła bez strachu uprać w pralce. Tylko polecam co najmniej 3-5 krotne poddanie zabronionemu zabiegowi, zanim zdecydujemy, że nie szkodzi on naszej włóczce.
  5. Sprawdzimy czy kolor nie farbuje i nie blaknie. Przy okazji sprawdzimy jakość barwnika i unikniemy wtopy łączenia farbującej czerwieni z bielą czy czerni z beżem lub jakichkolwiek kontrastujących kolorów. Dowiemy się też jak mocno musimy segregować ubrania, gdy do prania wrzucamy nowo powstałą rzecz, a przy kilkukrotnym praniu próbki także czy farbowanie jest jednorazowym wybrykiem podczas pierwszego kontaktu z wodą czy dzianina będzie farbować przy każdym kolejnym praniu.

Czerwoną próbkę testowałam pod kątem prania w pralce, którego producent zabrania. Po 3 praniu zaczęła się filcować – już wiem, że sweter muszę prać ręcznie.

7. Czy mogę jakoś inaczej wykonać próbkę, tak aby „nie marnować” włóczki i czasu na to poświęconego?

Możesz wykonać jakiś mały, szybki projekt. Np. czapkę, łapki kuchenne do gorących garnków czy ściereczki – wełna może wchłonąć bardzo dużo wody bez wrażenia wilgotności. Możesz też spróbować zrobić patchworkowy koc lub poduszkę po zrobieniu większej ilości próbek.

Możesz też założyć zeszyt, w który będziesz wklejać próbki, z dokładnym opisem włóczki, drutów, ściegu – będziesz mieć ściągę, jeśli kiedyś wrócisz do tej samej włóczki.

 

To jak? przekonałam Was, że warto? Komu zdarzyło się nie zrobić próbki i skończyć z efektem zupełnie nieadekwatnym do założeń?

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+Email to someoneshare on Tumblr

Projektowanie sukienki na szydełku, cz. 2

Uff! Po długim czasie i wieeelu przeróbkach sukienka jest gotowa. Muszę nieskromnie przyznać, że jestem dumna – moje pierwsze wydziergane ubranie bez instrukcji krok po kroku 🙂 Jak Wam się podoba?

Zdjęcia na razie tylko na wieszaku. Podszewka dopiero się szyje u krawcowej, a skłonności do ekshibicjonizmu nie mam 😉

W poprzednim poście przeprowadziłam Was krok po kroku przez proces projektowania dolnej części sukienki. Górę, czyli pachy, dekolt i ramiączka zostawiłam na drugi wpis. Częściowo dlatego, ze nie chciałam robić z poprzedniego posta tasiemca, ale częściowo dlatego, że po prostu nie byłam pewna jak się do tego zabiorę i jaki otrzymam efekt.

Chciałabym podać krok po kroku rozwiązanie jak zaprojektować od razu idealną górę sukienki, by móc ją raz wydziergać i nosić. No cóż… Tak to nie działa 😉 Projektowanie w przypadku szydełka czy drutów wymaga prób i błędów – tak jak chyba projektowanie wszędzie indziej.  Da się jednak zrobić kilka rzeczy, aby proces ten ułatwić i skrócić oraz zminimalizować ilość błędów (tego akurat mi się nie udało uniknąć).

1. Uzbrój się w cierpliwość.  Jeśli nie będziesz mieć wystarczająco dużo zacięcia, aby kilkukrotnie pruć i robić od nowa – nawet się nie zabieraj za ubranie, do którego nie masz instrukcji krok po kroku. No chyba, że masz lata doświadczenia i wiele różnych projektów za sobą.  Chciałabym, żeby było inaczej, ale nie jest… U mnie góra sukienki powstawała ok. 7-8 razy, a po skończeniu całości (łącznie z falbankami, chowaniem nitek i pierwszym praniem) i nawet pierwszym wystąpieniu w sukience uznałam, że jest za długa i… sprułam górę po raz kolejny (przy okazji poprawiając dekolt, który jednak idealny nie był). Także tego… 😉 Cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość.

2. Wzoruj się na posiadanej już rzeczy. Znajdź w swojej szafie rzecz o podobnym wykończeniu, jakie planujesz zrobić i pomierz wymiary. Szerokość w najwęższym miejscu, szerokość ramiączek, długość od początku pach do ramion i do dekoltu, szerokość dekoltu. Określ strategiczne miejsca i na podstawie swojej próbki policz szerokość, wylicz ilość zmniejszeń, które musisz wykonać oraz częstotliwość ich wykonywania.

3. Narysuj schemat, który zobrazuje Twoje wyliczenia i ewentualnie go skoryguj. Ten ścieg był łatwy do naszkicowania i mimo, że proporcje nie są idealnie zachowane, szkic daje całkiem niezły obraz ostatecznego rezultatu.

DSCN0136

Na niebiesko jest przód, a ołówkiem tył + dużo poprawek w trakcie ;)

4. Nie bój się zmian w trakcie robienia. Teoria, teorią, a praktyka lubi chadzać własnym ścieżkami. Jeśli w trakcie robienia coś Ci nie pasuje nie trzymaj się sztywno założonego planu, tylko dlatego, że na papierze wyglądało to dobrze. Pamiętaj jednak, że robótka często w trakcie robienia może wydawać się większa/mniejsza niż w rzeczywistości – zwłaszcza na początku, więc każda zmianę w trakcie przemyśl i nie rób niczego porywczo. Jeśli nie jesteś pewna co zrobić – najlepiej odłóż robótkę i podejmij decyzję następnego dnia.

 

Te 4 kroki powinny znacznie ułatwić drogę do pięknej sukienki bez gotowego schematu.

Co sądzicie? Czy ktoś się podejmie wyzwania? 😉

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+Email to someoneshare on Tumblr

Projektowanie sukienki na szydełku – Cz. 1

Dziś trochę o nowym, dość ambitnym projekcie. Nie wiem jeszcze, czy nie porywam się z motyką na słońce, ale wierzę, że będzie dobrze 🙂

Cały ambaras rozchodzi się o tą sukienkę

Jest to zeszłoroczny model Massimo Dutti. Pierwszy raz podrzuciła mi ją przyjaciółka z pytaniem czy potrafiłabym taką dla niej zrobić. Zgodnie z prawda odpowiedziałam, że niestety bez schematu nie dam rady.

A potem trafiłam na opis ściegu szydełkowego, którym jest wykonana ta sukienka. Wprawdzie od ściegu do schematu jest jeszcze daleka droga, ale czemu by nie spróbować? Zwłaszcza, że mamy tu do czynienia z bardzo prostą sukienką wymagającą minimalnego dopasowywania. Prosty krój A na grubych ramiączkach to zdecydowanie coś od czego można zacząć.

Na pierwszy ogień idzie jednak sukienka dla mnie z kilku prostych powodów. Obstawiam dużo prucia i błędów – sukienka w efekcie może nie wyglądać idealnie. Ciężko jest mi tez określić potrzebną ilość włóczki na ten projekt – nie chciałabym, aby cena w połowie robienia sukienki wzrosła o połowę, bo nie doszacowałam zużycia i inaczej – nie chciałabym naciągać na kilka niepotrzebnych motków, bo się przeliczyłam z zapotrzebowaniem. No i ostatnie, ale najważniejsze – ponieważ wymiary będę ustalać w trakcie robienia, dobrze jest mieć właściwego modela pod ręką, a przyjaciółka mieszka 500km ode mnie… Jednak jak moja sukienka w końcu powstanie – z chęcią wykonam taką (lub podobną) specjalnie dla niej 🙂

No dobra, ale jak właściwie się do tego zabrać?

1. Na początek włóczka i szydełko.

Do ściegu zaproponowano szydełko o rozmiarze 2,5mm, więc przy takim pozostałam. Włóczkę wybierałam trochę na chybił trafił. Wiedziałam, że ma być niezbyt cienka (ale nie gruba) bawełna. Jej ilość oszacowałam na podstawie innych ażurowych sukienek o podobnym kroju znalezionych na Ravelry. Uznałam, że na moją XSkę wystarczy ok. 1700m. Czy rzeczywiście będzie to wystarczająca ilość – jeszcze się okaże.

Przeszukałam e-dziewiarkę pod kątem odpowiednich włóczek i zamówiłam Mondial Cable 5. Gdy włóczka przyszła zabrałam się za próbkę. Szybko doszłam do wniosku, ze nic mi w niej nie odpowiada – ani grubość (za cienka!), ani kolor (liczyłam na jaśniejszy i mniej żółty odcień ecru), ani miękkość. No to zwrot i ponowne poszukiwania. Za drugim razem zdecydowałam się na Lang  Yarns Golf, czyli bawełnę merceryzowaną w kolorze jasnego beżu. Po ponownym oczekiwaniu na przesyłkę ponownie zabrałam się za próbkę i bingo! Wygląda świetnie.

2. Próbka.

Próbkę należy zrobić, nie tylko po to by określić czy podoba nam się wygląd danego ściegu na danej włóczce i szydełku. Wykonanie jej daje nam możliwość zapoznania się ze ściegiem, jego powtórzeniami i wyglądem. To jest moment, w którym najlepiej jest wyłapać ewentualne błędy w rozumieniu schematu. Jednak próbka potrzebna jest nam przede wszystkim do określenia wymiarów, jakie osiągamy dla danej włóczki i szydełka przy jednym powtórzeniu ściegu. Aby móc to określić należy wyszydełkować próbkę, która ma po ok. 2-3 powtórzenia ściegu w rzędach i w kolumnach.

W tym przypadku jedno powtórzenie daje nam jeden kwiatek i po 1/4 ażurowego rombu z każdej strony kwiatka. Wykonałam 2 powtórzenia w rzędach (+ 1 rządek) i 3 powtórzenia w kolumnach. Próbkę zakończyłam, wplotłam wystające końce i uparowałam niezbyt gorącym żelazkiem nastawionym na maksymalny wyrzut pary, nie dociskając go mocno do dzianiny. Gdy para uciekła, a próbka ostygła otrzymałam piękną, równą i gładką dzianinę, na której mogłam dokonać pomiarów.

Następnie zmierzyłam posiadaną już sukienkę o podobnym kroju i na tej podstawie ustaliłam wymiary, które powinna mieć moja sukienka. Jeśli jednak nie macie w szafie nic o podobnym kroju możecie użyć szarego papieru w dużych arkuszach, na którym naszkicujecie wykrój, który po wycięciu i pospinaniu szpilkami możecie „przymierzyć” i dopasować. W przypadku bardziej skomplikowanej sukienki, niż ta dzisiejsza będzie to dużo trudniejsze zadanie, ale nikt nie mówił, że będzie super łatwo 😉

Następnie potrzebujemy matematyki 🙂 Je wprawdzie jestem po mat-infie, ale myślę, że humaniści także sobie poradzą z tym zadaniem. 😉 Wystarczy pożądaną szerokość sukienki podzielić przez szerokość wcześniej zmierzonego powtórzenia ściegu, a następnie liczbę zaokrąglić wg preferencji w górę (otrzymamy odrobinę szerszą sukienkę) lub w dół (odrobinę węższą). Jeżeli jesteśmy idealnie po środku możemy określić czy jesteśmy w stanie wykonać tylko pół powtórzenia schematu. W tym przypadku pewnie byłoby to możliwe, ale u mnie nie było takiej potrzeby. Ta sukienka robiona jest od dołu, więc oczywiście obliczenia zaczynamy od dolnych wymiarów. Następnie to samo powtarzamy dla szerokości pod pachami, i w ramionach. A na koniec analogicznie liczymy długości.

Na koniec mnożymy ilość powtórzeń ściegu, które ustaliliśmy za prawidłowe razy ilość oczek, na których opiera się jedno powtórzenie i otrzymujemy długość łańcuszka początkowego.

Obliczenia - projekt  sukienki na szydełku

Moje obliczenia dla sukienki

3. Kształtowanie na długości.

No i część odrobinę trudniejsza – kształtowanie sukienki. W tym przypadku mamy do czynienia z sukienką o kształcie A, czyli dość łatwy przykład. Zaczynamy od dołu, co oznacza, że musimy ją stopniowo zmniejszać.

Zacznijmy od fragmentu od dołu do pach. Z pomiarów z poprzedniego punktu wiemy, ile musimy mieć powtórzeń na dole sukienki, ile pod pachami i ile mamy rzędów, aby dojść od jednego do drugiego. U mnie jest to różnica jednego powtórzenia (jednej kolumny), czyli 18 oczek, na przestrzeni 10 powtórzeń pionowych. Sukienka powinna się zmniejszać równomiernie.

Teraz musimy przyjrzeć się naszemu ściegowi – najlepiej wyszydełkowanej próbce i ocenić w jaki sposób możemy zgrabnie zmniejszać. W tym przypadku są to 3 oczka z każdego brzegu – przy mniejszym zmniejszeniu stracimy równomierny wygląd ażuru, przy większym uzyskamy zbyt duży skok szerokości.

Pole zaznaczone na pomarańczowo to oczka, które przestajemy wykonywać podczas zmniejszeń sukienki

Pole zaznaczone na pomarańczowo to oczka, które przestajemy wykonywać podczas zmniejszeń sukienki

Czyli zmniejszając równomiernie, po 3 oczka z dwóch stron zmniejszymy sukienkę o 6 oczek. Musimy wykonać 3 takie zmniejszenia, aby w sumie stracić zaplanowane 18 oczek i mamy na to 10 rzędów. Uważam, ze najlepiej będzie się to prezentowało, gdy pierwsze zmniejszenie wykonamy po 4 powtórzeniach, a kolejne dwa zmniejszenia po 3 powtórzeniach. Czyli zmniejszamy na początku 4, 7 i 10 powtórzenia ściegu.

No i na dziś to byłoby tyle. Myślę, ze i tak jest dużo informacje do przebrnięcia, więc dzielę to dla Was (i dla siebie też) na 2 razy. W kolejnym wpisie napiszę o kształtowaniu otworów na ręce i dekoltu. A także o wykańczaniu sukienki.

DSCN9992

W tym tygodniu jednak wybieramy się na wesele przyjaciół na drugim końcu Polski, więc proszę o cierpliwość – ciąg dalszy pojawi się pewnie w ciągu 2 tygodni 🙂

Share on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+Email to someoneshare on Tumblr